A R T Y S T A
Stoja¹cy nieruchomo me¹zczyzna nies´mia?o wycia¹ga przed
siebie czerwony kwiat. Ods´wie¹tny strój, starannie ogolona twarz
i trzymany w re¹ce rekwizyt przywodza¹ na mys´l gos´cia, który
przyszed? z umówiona¹ wizyta¹ i stoi przed drzwiami czekaja¹c na zaproszenie.
Jednak odjazd kamery, który powoli ukazuje nam ca?a¹ jego sylwetke¹ stawia
pod znakiem zapytania jego pretensje do elegancji – ods´wie¹tne
ubranie jest wyraz´nie przyciasne. Co wie¹cej – okazuje sie¹, ze
cz?owiek w re¹ce trzyma walizke¹, co z kolei nasuwa pytanie o powód i
d?ugos´c´ trwania jego wizyty. Po chwili na duzych rozmiarów
akrylowy obraz nak?ada sie¹ projekcja wideo – przechodza¹cy pos´piesznie
ludzie oboje¹tnie mijaja¹ me¹zczyzne¹ i oferowany przez niego kwiat, niczym
dziewczynke¹ z zapa?kami z bas´ni Andersena. Wys´wietlona na p?ótnie
uliczna scena ozywia obraz i spaja dwie techniki - malarska¹ i filmowa¹. Niezaleznie
od tej interferencji figura me¹zczyzny nie integruje sie¹ ani z p?aszczyzna¹
obrazu, ani ze strumieniem przechodniów. Odnosimy wrazenie, ze jest
on jednoczes´nie obecny i nieobecny. Zdaniem Doris Berger, kuratorki berlin´skiej
wystawy Entekhabiego, postawa i ubiór me¹zczyzny wskazuja¹, ze mamy
do czynienia z postacia¹ uprzejmego i wykorzenionego gasterbeitera. Chociaz
termin ten dotyczy minionego juz zjawiska, i choc´ sam termin równiez
znikna¹? z politycznie poprawnego je¹zyka (zasta¹pi? go zwrot „obywatel
Niemiec tureckiego/w?oskiego itd. pochodzenia”), dyskurs ten wydaje sie¹
Berger wcia¹z aktualny. Entekhabi, mieszkaja¹cy w Niemczech od 1983 roku, jest
z pewnos´cia¹ g?e¹boko s´wiadom z?ozonos´ci tej sytuacji,
jako outsider i jako insider.
W latach 1955-1973 „robotnicy na zaproszenie” z Grecji, Turcji,
W?och i Portugalii byli cichymi wspó?autorami niemieckiego „cudu
gospodarczego”. Jednoczes´nie – co sama nazwa wskazuje –
od pocza¹tku przewidywano, ze ich obecnos´c´ be¹dzie tymczasowa.
Zygmunt Bauman okres´la „obcych” jako ludzi, „którym
p?aci sie¹ za s´cis´le okres´lone us?ugi – a co wazniejsze
i za to, by mozna sie¹ by?o ich towarzystwa pozbyc´ z chwila¹ gdy us?ug
dostarczyli (‹obcy zrobi? swoje, obcy moze odejs´c´›
– by sparafrazowac´ powiedzenie, którego obowia¹zuja¹ca dzis´
zasada ‹poprawnos´ci politycznej› nie pozwala uzywac´
w oryginalnej wersji)". Co natomiast zrobic´ kiedy gos´cie
nie chca¹ wyjs´c´ lub kiedy przychodza¹ nieproszeni?
Pan´stwo nowoczesne utozsami?o idee¹ porza¹dku z jasnos´cia¹
obowia¹zuja¹cych podzia?ów i klasyfikacji. W uk?adzie tym obcy sa¹ „obcymi”
o ile projektowany ?ad czyni ich „obcym elementem”. Ludzie ci przez
sam fakt swojej obecnos´ci zacieraja¹ granice, które powinny byc´
wyraz´ne – sa¹ semantycznie „niedookres´leni”
lub obdarzeni znaczeniami, które logika klasyfikacji definiuje jako wzajemnie
sprzeczne. Nowoczesny ?ad to wojna przeciw ambiwalencji. Okres´laja¹c
przyje¹te w niej strategie, Bauman uzywa terminologii ze Smutku tropików
Claude’a Levi-Straussa. W strategii antropofagicznej obcych sie¹ pozera
– dos?ownie (kanibalizm) lub w przenos´ni (asymilacja) i tym samym
przeobraza w substancje¹ nieodróznialna¹ od w?asnej. Strategia antropoemiczna
polega na „wymiotowaniu” obcych, usuwaniu ich poza obszar obje¹ty
?adem. Granice, za którymi umieszcza sie¹ obcych to solidne mury lub
niewidzialne, ale nie mniej szczelne, regulacje dotycza¹ce pracy, handlu, wzajemnych
stosunków, porozumiewania sie¹. W jednej z cze¹s´ci cyklu Entekhabiego
Migrants do kusza¹cego raju luksusowych towarów broni wste¹pu szyba wystawowa,
a s´cis´lej fakt, ze pobozne zycie nie gwarantuje do niego doste¹pu.
W nowoczesnym projekcie obcy byli przejs´ciowa¹ anomalia¹. Nie zanosi?o
sie¹, ze utrzyma sie¹ ona na sta?e. Realia ponowoczesnos´ci zakwestionowa?y
te¹ nadzieje¹ i przynios?y potrzebe¹ refleksji jak wspó?zyc´ z
obcos´cia¹ na sta?e. Ma?o tego – obcy stali sie¹ potrzebni. W s´wiecie
cechuja¹cym sie¹ permanentna¹ niepewnos´cia¹, niepokój mozna skupic´
na elementach obcos´ci i obcia¹zyc´ je wina¹ za poczucie zagrozenia,
za w?asna¹ bezsi?e¹. Tym zas´, którzy czuja¹ sie¹ bezpiecznie,
obcy zapewniaja¹ przyjemne poczucie róznorodnos´ci, egzotyczne
smaki i dz´wie¹ki, tematy do waznych konferencji czy publikacji o dylematach
wielokuturowos´ci czy transkulturowos´ci. Poniewaz obcy sa¹ nam
niezbe¹dni trzeba ich gorliwie wynajdywac´ lub tworzyc´, a przede
wszystkim ochraniac´ ich odmiennos´c´. Na nieprzetartym jeszcze
szlaku sa¹ niezbe¹dnymi znakami orientacyjnymi, „musi byc´ wie¹c
duzo ich gatunków, a i musza¹ te odmiany byc´ równie zmienne
i plastyczne, jak kolejne wcielenia tozsamos´ci w jej nieskon´czonej
we¹drówce ku samej sobie".
Zauwazone przez Baumana zmiennos´c´ i plastycznos´c´
to cechy, których nie mozna odmówic´ twórczos´ci
Entekhabiego. W Migrants cechy te nasilaja¹ sie¹ ze szczególna¹ intensywnos´cia¹.
Ba?kan´ski gangster z sarmackim wa¹sem czys´ci nozem paznokcie
(Mladen, 2005), latynoski partyzant demonicznie s´mieje sie¹ z cygarem
w ze¹bach (Miguel, 2006), muzu?man´ski fundamentalista przechadza sie¹
z nieodgadnionym i natchnionym wyrazem twarzy (Islamic Star, 2005). Postaci
o tak zróznicowanej aparycji i zachowaniu, ze trudno zauwazyc´,
iz w kazda¹ z postaci wcieli? sie¹ sam Entekhabi. Niezwykle wyraziste, wre¹cz
przerysowane z pewnos´cia¹ wychodza¹ naprzeciw ponowoczesnej potrzebie
rozmaitos´ci. Skoro obcy maja¹ pozostac´ trwa?ym elementem krajobrazu
niech chociaz dostarczaja¹ nam mocnych wrazen´ - a przynajmniej - intryguja¹
niecodziennym wygla¹dem i zachowaniem i zap?adniaja¹ wcia¹z niespokojna¹ wyobraz´nie¹.
Pod wieloma wzgle¹dami „bohaterowie” serii Migrants
sa¹ zaprzeczeniem reprezentacji z wczes´niejszych wideoistalacji Entekhabiego.
Me?, Rockefeller Boulevard, Alcazar (wszystkie z 2004 roku) skupiaja¹ sie¹ wokó?
postaci nieznanego migranta, okres´lonego przez autora jako „M”.
To nies´mia?y, niemal niewidoczny gastarbeiter, który pojawia sie¹
w róznych przestrzeniach publicznych – na ulicy, w barze, w metrze.
Jak zawsze u Entekhabiego t?o stanowi sceneria miasta. „Inspiruje¹ sie¹
tekstami Baudlaire’a i jego koncepcja¹ flaneura" - przyznaje artysta.
O ile jednak w dzie?ach autora Kwiatów z?a przestrzen´ miejska
zarezerwowana jest dla bia?ego spacerowicza klasy s´redniej, w filmach
Entekhabiego kra¹g ten znacznie sie¹ poszerza – zarówno pod wzgle¹dem
statusu spo?ecznego, jak i rasy. To ludzie zwykle marginalizowani, ludzie, których
sie¹ nie dostrzega, lub którzy zmuszeni sa¹ do autogettoizacji. Trudno
tez powiedziec´, aby „M” po prostu czerpa? przyjemnos´c´
z przechadzania sie¹. „M” raczej przemyka przez miasto niz rozkoszuje
sie¹ jego urokami. Jest zawsze w ruchu, zazwyczaj z bagazem w re¹ce, zawsze
s´wiadomy, ze - jako gos´c´ - w kazdej chwili moze zostac´
wyproszony. Jego nieustanna niepewnos´c´ wia¹ze sie¹ z faktem,
ze na pytanie: „czyja obecnos´c´ jest dozwolona w przestrzeni
publicznej?” – „spo?eczen´stwo przyjmuja¹ce” wcia¹z
dostarcza innych odpowiedzi. Reakcja¹ „M” na te¹ niepewnos´c´
sa¹ starania, aby zabezpieczyc´ dla siebie jakies´ miejsce w spo?eczen´stwie,
która nie potrzebuje juz jego obecnos´ci. W performance-wideo
Attenzione (2005) – niczym paja¹k snuja¹cy siec´ - pos´piesznie
rezerwuje dla siebie kawa?ek przestrzeni odgradzaja¹c ja¹ foliowa¹ tas´ma¹.
Mimo, ze ta prowizoryczna konstrukcja ma nieformalny charakter, „M”
próbuje nadac´ jej pozory formalnos´ci. Pretensje do oficjalnos´ci
i prawomocnos´ci wyraza kolorystyka czerwono-bia?ej tas´my. Budzi
ona wielorakie skojarzenia: sygnalizuje przestrzen´ zaanektowana¹, przestrzen´
prywatna¹ (marzenie o domu), przestrzen´, do której zabrania sie¹
wste¹pu ze wzgle¹dów bezpieczen´stwa (obcy jako zagrozenie), nasuwa
skojarzenia z terenem budowy i praca¹ fizyczna¹ (obcy jako ludzie od „brudnej
roboty”). Wyraza byc´ moze równiez s´wiadomos´c´
odczucia, ze niezaleznie od tego czy mamy do czynienia z dyskursem nacjonalistyczno-rasistowskim,
czy liberalno-demokratycznym, wszyscy zgodni sa¹ z tym, ze najlepsza¹ recepta¹
na wspó?zycie z obcymi jest utrzymywanie wzajemnego dystansu. Postac´
„M” pojawia sie¹ prawie zawsze z walizka¹ – nieod?a¹cznym
atrybutem migranta. W serii symbolicznych rysunków spe?nia ona nie tylko
swa¹ zwyk?a¹ funkcje¹. Jest takze s´rodkiem transportu, domem, poduszka¹,
psem, z´ród?em informacji, krzes?em, basenem, wreszcie –
przedmiotem pomocniczym w akcie samobójstwa. To nie wygodna podrózna
torba na kó?kach, ale staromodny juz raczej typ bagazu. Jego obecnos´c´
podobnie jak laseczka Charliego czy parasolka pana Hulot bohatera filmów
Jacquesa Tati – przypisuje postac´ do przesz?os´ci, akcentuje
jej nieadekwatnos´c´ do wspó?czesnego, pragmatycznego kontekstu.
Nie taki diabe? straszny...
Zderzenie cywilizacji nie zawsze musi budzic´ le¹k czy malowac´
sie¹ w ciemnych barwach. W syntetycznym i zarazem sympatycznym wideo Happy Meal
(2004) – siedza¹ca w McDonaldzie kilkuletnia muzu?manka z ogromnym apetytem
poch?ania tytu?owy posi?ek. Z off-u dobiegaja¹ dz´wie¹ki bliskowschodniej
muzyki, dziecie¹cy s´piew s?awia¹cy pote¹ge¹ Allacha. Entekhabi zestawia
metonimie¹ fanatycznego s´wiata islamu i znak oporu wobec westernizacji
- czarny czador - z metonimia¹ bezpardonowej ekspansji Zachodu i globalizacji.
Zestawienie to - jak zauwaza Aimee Marcereau DeGalan – wywo?uje uczucie
zak?opotania czy dyskomfortu zarówno u zachodniego widza jak i u przedstawiciela
muzu?man´skiego Wschodu. Film ten jest jednoczes´nie próba¹
przezwycie¹zenia wzajemnych uprzedzen´ i stereotypów, próba¹
zminimalizowania wzajemnej obcos´ci. „Po 11 wrzes´nia czador
sta? sie¹ metafora¹ radykalnego islamu i - w dodatku – symbolem uciemie¹zenia
kobiet na Bliskim Wschodzie" – zauwaza Entekhabi. Kiedy jednak nosi
go sympatyczna ma?a dziewczynka, negatywne konotacje staja¹ sie¹ mniej oczywiste.
Twórca daleki jest od podejmowania „wielkich tematów”
czy alterglobalistycznego dyskursu, jak czyni to Morgan Spurlock w powsta?ym
równiez w 2004 roku dokumencie Super Size Me. Entekhabiego nie interesuje
dotarcie do obiektywnej „prawdy”, s´ledztwo na w?asna¹ re¹ke¹
i demaskowanie mechanizmów dzia?ania korporacji. Podczas gdy Spurlock
zawzie¹cie tropi sposoby manipulacji klientem, a zw?aszcza klientem dziecie¹cym,
Entekhabi poprzestaje na samej rejestracji faktu. Widoczna przyjemnos´c´,
z jaka¹ dziewczynka konsumuje kanapke¹ i milk-shake’a, to, co prawda przyjemnos´c´
subiektywna i cza¹stkowa, ale trudna do zakwestionowania. W tym przypadku happy-meal
to rzeczywis´cie happy-meal, niezaleznie od tego, co wiemy o metodach
wytwarzania takich produktów czy destrukcyjnym wp?ywie barów szybkiej
obs?ugi na s´rodowisko naturalne. Mozna wprawdzie odwo?ac´ sie¹
do ksia¹zki George’a Ritzera i zastanawiac´ sie¹ nad technikami
sztucznego umagiczniania miejsc konsumpcji, ale Entekhabiemu chyba nie zalezy
na takiej interpretacji. Podobnie jak cze¹sto czynia¹ to iran´scy rezyserzy
- Abbas Kiarostami, Madzid Madzidi czy Dzafar Panahi – artysta ustawia
kamere¹ na poziomie dziecka i próbuje zobaczyc´ s´wiat z
jego punktu widzenia. W tym wymiarze kulturowy konflikt okazuje sie¹ wzgle¹dny;
mamy przed soba¹ przede wszystkim istote¹ ludzka¹, a nie przedstawiciela konkretnej
ideologii. Jean-Francois Lyotard pisa?, ze cz?owiek jest najbardziej ludzki
w dziecin´stwie, ale za znamie¹ dojrza?os´ci uwaza odejs´cie
od dziecin´stwa. Z kolizji Wschodu i Zachodu dziecko wychodzi bez szwanku.
Cz?owiek na defiladzie form
0. (…) zawsze, bez przerwy szukamy formy i rozkoszujemy
sie¹ nia¹ lub cierpimy przez nia¹ i przystosowujemy sie¹ do niej, lub gwa?cimy
i rozbijamy ja¹, lub pozwalamy, aby ona nas stwarza?a, amen. Witold Gombrowicz
Na instalacje¹ How to Perform Prayers sk?adaja¹ sie¹ trzy filmy
wideo: Wudu, Fresh Azan i Salath. Tematyka kazdego z nich dotyczy religijnych
rytua?ów, których codzienne odprawianie jest s´wie¹tym
obowia¹zkiem prawowiernego muzu?manina. Komentuja¹ca instalacje¹ Nikita von
Rebeck akcentuje
fakt, ze w kazdym z trzech filmów „performerkami” sa¹
kobiety, co samo w sobie stanowi wyzwanie dla p?ciowej hierarchii w s´wiecie
islamu, a przynajmniej – zachodnich przekonan´ na ten temat.
Sztywnej, niezmiennej od wieków strukturze we wszystkich
cze¹s´ciach towarzyszy jej wariacja. W Wudu (2002-3) obraz po prawej (nie
tylko w dos?ownym znaczeniu) stronie kadru ukazuje sekwencje¹ ablucji wykonywanych
z rytualna¹ poprawnos´cia¹: najpierw lewa re¹ka, potem prawa, naste¹pnie
?okcie, ramiona, nozdrza, stopy. Lustrzany obraz po przeciwnej stronie prezentuje
zestaw tych czynnos´ci w odwrotnym porza¹dku. Fresh Azan modyfikuje materie¹
tradycji wchodza¹c na teren gender i kwestionuja¹c ustalony przydzia? ról.
Azan - wezwanie do wielbienia Allacha - to codzienne zadanie muezzina, a takze
s?owa, które mu??a trzykrotnie szepcze do kazdego z uszu nowonarodzonego
dziecka. W filmie cichy me¹ski g?os recytuja¹cy modlitwe¹ po arabsku miesza
sie¹ z azan s´piewanym po niemiecku przez kobiete¹ stoja¹ca¹ na balkonie
wielopie¹trowego budynku. Echo jej g?os´nego, melodyjnego s´piewu
rozlega sie¹ daleko nad dachami osiedla i przycia¹ga uwage¹ przechodniów.
Artysta traktuje tytu?owe obrza¹dki niczym Marcel Duchamp – przedmioty
w procesie tworzenia swoich ready-mades. Obiekt wyjs´ciowy pozostaje w
niezmienionym niemal stanie, ale umieszczony w nowym konteks´cie (lub
opatrzony nowa¹ nazwa¹) i nabiera odmiennych znaczen´.
Tytu? 8-minutowej wideoinstalacji Salath odnosi sie¹ do najwazniejszej
modlitwy w s´wiecie muzu?man´skim. Modlitwa ta chwali nie tylko
Allacha, ale takze absolutna¹ wiare¹ jego wyznawców. W filmie widzimy
m?oda¹ kobiete¹ na modlitewnym dywaniku. Ubrana jest zgodnie z zasada¹ hidzabu,
ale widac´, ze nie jest to strój, do którego przywyk?a,
na co wskazuje jej dostrzegalne zak?opotanie niecodzienna¹ sytuacja¹. Z przestrzeni
pozakadrowej dobiega g?os starszego me¹zczyzny, ojca modla¹cej sie¹. Ojciec
recytuje modlitwy, które ma powtórzyc´ córka. Kobieta
bardzo stara sie¹ dok?adnie powtarzac´ obco dla niej brzmia¹ce arabskie
s?owa i usi?uje przybrac´ w?as´ciwa¹ postawe¹ cia?a. Co pewien czas
przerywa ojcu i prosi go po niemiecku, aby mówi? wolniej – lub
by powtórzy? zwroty, które najtrudniej jej zapamie¹tac´.
Zachowanie kobiety oscyluje mie¹dzy szacunkiem i pos?uszen´stwem wobec
ojca oraz gotowos´cia¹ prostego imitowania wobec religijnych czynnos´ci
a z´le skrywanym poczuciem absurdu. Cos´ jednak trzeba be¹dzie wybrac´:
forme¹ konserwatywna¹ lub kontestuja¹ca¹.
Entekhabi, podobnie jak czyni to Gombrowicz, bada genealogie¹ formy, jej mie¹dzyludzkie
powstawanie i reakcje, jakie ona wzbudza. Jego prace to wizualny odpowiednik
stwierdzenia, ze „bez wytchnienia jestes´my w pos´cigu za
forma¹, uzeramy sie¹ z innymi ludz´mi o styl, o sposób bycia nasz".
Wed?ug Jerzego Jarze¹bskiego gombrowiczowska forma to sposób istnienia
w spo?eczen´stwie: obejmuje je¹zyk, kodeks norm, zbiór stereotypów
spo?ecznych. Z jednej strony jest ona postawa¹ cz?owieka wobec zycia, jego
stylem, z drugiej zas´ – wartos´cia¹ umozliwiaja¹ca¹ kontakty
mie¹dzyludzkie. Sprzeciw wobec formy rodzi sie¹ z poczucia, ze nie jest ona
„z nas”, ale jest nam narzucona z zewna¹trz. Strategie walki z forma¹,
jakie stosuje Entekhabi przypominaja¹ metody Józia z Ferdydurke –
zak?ócenie porza¹dku stylu przez wprowadzenie nowego, niepasuja¹cego
do niego elementu. Forma irytuje i pocia¹ga. Niezaleznie od tego, jakie uczucia
wzbudza zawsze jest punktem wyjs´cia. Wygla¹da na to, ze obejs´c´
sie¹ bez niej nie da.
I ty mozesz zostac´ muzu?maninem
Suplementem do instalacji How to Perform Prayers jest The Right
Way to Pray - interaktywna animacja w programie Flash, która w maksymalnie
przyste¹pny sposób wyjas´nia zasady islamu i uczy w?as´ciwych
sposobów manifestowania wiary. Zderzenie tradycyjnej zawartos´ci
ze sposobem realizacji – najbardziej zaawansowana¹ technologia¹ i bardzo
prostym, komiksowym stylem rysunku wywo?uje komiczny efekt. Entekhabi po raz
kolejny zmusza nas do porzucenia utartego spojrzenia na kulture¹ muzu?man´ska¹
– oferuja¹c nam obraz, do jakiego nie nawyklis´my. Usuwa egzotyczny
sztafaz – minarety, arabeski. Widzimy jedynie schematyczna¹ postac´
w tunice, która przybiera rózne pozycje. Gdyby usuna¹c´
towarzysza¹cy obrazowi komentarz widoczne gesty i postawy byc´ moze nie
okaza?by sie¹ tak oczywiste. Ten alternatywny obraz religijnych praktyk nie
akcentuje tego, co specyficzne – przeciwnie – usuwa na bok róznice
kulturowe. Sa¹ one marginalizowane, bo w istocie stanowia¹ niestabilny konstrukt,
nie sa¹ czyms´ esencjalnym. Poste¹puja¹c wed?ug instrukcji – kazdy
przy odrobinie dobrych che¹ci moze nauczyc´ sie¹ jak w odpowiedni sposób
s?awic´ Allacha.
Zastosowanie nowoczesnej techniki komputerowej ma inne jeszcze
implikacje. Przypomina nam, ze s´wiat islamu to równiez s´wiat
historycznie zmienny, a nie rekwizytornia pe?na egzotycznych kostiumów
i masek. Edward Said definiuja¹c orientalizm jako instrument wynaleziony przez
Zachód, w celu opanowania budza¹cego le¹k i fascynacje¹ Wschodu, a szczególnie
muzu?man´skiego Bliskiego Wschodu, przywo?uje metafore¹ sceny. Orient
jest scena¹, na której zamknie¹to Wschód, a na zapleczu tej sceny
znajduje sie¹ gigantyczny magazyn, w którym mozemy znalez´c´
m.in. Sfinksa, Mahometa, dziny, i w którym od dawna nie przeprowadzano
spisu inwentarza. Cz?owiek Zachodu przyja¹? aksjomaty o niezmiennos´ci
Orientu i jego diametralnej odmiennos´ci i pocza¹wszy od XVIII wieku nigdy
juz tych za?ozen´ nie rewidowa?. Jean-Dominique Ingres maluja¹c ?az´nie¹
turecka¹ (1862) nie potrzebowa? zywych modelek – wystarczy?y mu zebrane
ryciny przedstawiaja¹ce wne¹trza haremu, by stworzyc´ niezwykle sugestywny
s´wiat wysublimowanego erotyzmu. W tym emanuja¹ce spokojem, harmonijnie
splecione cielesne formy stanowia¹ raczej pozaczasowe wizje zmys?owos´ci
niz wizerunki realnych kobiet. W tamtej epoce, tylko jeden Baudlaire, nalezycie
odczu? istote¹ tych obrazów: "Wrazenie to, trudne do okres´lenia,
maja¹ce w sobie cos´ ze skre¹powania, przykros´ci i obawy, kojarzy
sie¹ z md?os´ciami, jakie wywo?uje atmosfera laboratorium chemicznego,
albo uczucie znalezienia sie¹ w s´rodowisku widmowym".
W serii rysunków pod znamiennym tytu?em Me? (2003) Entekhabi powtarza
strategie¹ Ingresa. Z ta¹ jednak róznica¹, ze jest to proces „autoorientalizacji”.
W procesie ich „twórczego kopiowania” XIX–wiecznych
europejskich wizerunków – historycznych i etnograficznych –
ukazuja¹cych ludzi Wschodu, Entekhabi nadaje twarzom me¹zczyzn w?asne rysy.
Tym samym wskazuje na konsekwencje bycia postrzeganym jako „cz?owiek Orientu”
w zachodnim konteks´cie.
Podobny zabieg – zarazem ambiwalentna¹ fascynacje¹ artysty
wyrazista¹ forma¹ – ilustruje cykl obrazów olejnych powsta?ych
we wspó?pracy Entekhabiego z pakistan´skimi malarzami filmowych
afiszów. Tytu? cyklu – Lollywood - odnosi sie¹ do potocznej nazwy
pakistan´skiego przemys?u kinematograficznego, którego centrum
mies´ci sie¹ w stolicy kraju, Lahore. Dzie?a te maja¹ nie tylko charakter
pastiszu, czy czystej zabawy. G?ówni bohaterowie tych produkcji, których
tres´ci az nadto mozemy sie¹ domys´lac´, maja¹ twarz Entekhabiego.
Oprócz ironii, w kreacjach tych kryje sie¹ cien´ te¹sknoty za forma¹
- co prawda przerysowana¹ i przyciasna¹, ale zarazem barwna¹ i kusza¹ca¹ oraz
gotowa¹ i wyrazista¹. To kolejny, nowy aspekt zmultiplikowanych tozsamos´ci
artysty.
Etniczne i me¹skie role, w jakie wciela sie¹ Entekhabi to cliché
wypracowane g?ównie przez media, wizualne skróty, które
?atwo zauwazyc´ i zidentyfikowac´. Ich charakter, medialny rodowód
a takze forma autoportretu przywodza¹ na mys´l prace Cindy Sherman. Seria
69 zdje¹c´ Untitled Filmstills (1977-80) to kolejne wcielenia artystki
w filmowe heroiny z lat 50. i 60. Patrza¹c na te kobiety czujemy od razu, ze
je znamy, nawet jes´li nie pamie¹tamy ska¹d. Chociaz Sherman nie ukrywa
jak ciasne i niewygodne sa¹ schludne ba¹dz´ seksowne formy, które
kultura masowa proponuje kobietom, jej feminizm nie jest wojuja¹cy. To feminizm
postmodernistyczny stosuja¹cy baudrillardowska¹ strategie¹ uwodzenia –
gry i ironii a nie poetyke¹ manifestu. Cecha ta ?a¹czy jej fotosy z twórczos´cia¹
Entekhabiego. W obu przypadkach na plan pierwszy wysuwa sie¹ przede wszystkim
referencyjnos´c´, uczucie, ze „gdzies´ sie¹ juz to
widzia?o”. W obu przypadkach takze postaci te mozna zdekodowac´
na bazie ich ubioru, akcesoriów i sposobów zachowania. Z jedna¹
wszak róznica¹ – o ile „przebieranki” Sherman zamykaja¹
sie¹ w kre¹gu kultury wizualnej, dzie?a takie jak Migrants zakorzenione sa¹
w niemieckiej rzeczywistos´ci spo?eczno-kulturowej, maja¹ swoje z´ród?o
nie tylko w filmie, ale takze „w zyciu”.
Niewidzialny czador
Oprócz nurtu autobiograficznego czy raczej „autoportretowego”
wazne miejsce w twórczos´ci Entekhabiego stanowi refleksja nad
procesem patrzenia, a zw?aszcza patrzenia na ludzkie cia?o i jego kulturowo
uwarunkowanych reprezentacji. Kwestie¹ te¹ podejmuja¹: Das kleine Schwarze,
Playboy (2006), Him and Her (2006). Za pomoca¹ czarnej akrylowej farby artysta
„ubieraja¹” w czadory modelki z magazynów mody i me¹skich
czasopism. Technika ta jest ironicznym i komicznym powtórzeniem metod
dzia?ania iran´skich cenzorów. Wraz ze zwycie¹stwem rewolucji przeprowadzona¹
pod duchowym przewodnictwem ajatollaha Chomeiniego, od 1978 roku rozpocze¹?a
sie¹ masowa cenzura wizerunków kobiet w ksia¹zkach i gazetach znajduja¹cych
sie¹ w zbiorach publicznych i uniwersyteckich bibliotek. Niepoza¹dane obrazy
lub zdje¹cia by?y wycinane lub zamalowywane tak, aby nie ura¹ga?y nowym zasadom
nowej estetyki. Przystosowanie przedstawien´ kobiet do wymogów
nowego porza¹dku obje¹?o równiez film, gdzie nieprzyzwoite kobiece wdzie¹ki
opracowywano w powyzszy sposób klatka po klatce, lub usuwano razem z
ich posiadaczka¹ w procesie montazu.
„ W moich pracach zderzaja¹ sie¹ dwie kultury – konstatuje
artysta – Z jednej strony seria ta przypomina jak wiele kobiet podlega
takim przepisom, przywodzi na mys´l ‹czarne wdowy› znane z
telewizyjnych wiadomos´ci. Z drugiej strony – prace te analizuja¹
i badaja¹ cze¹sto poddawany w wa¹tpliwos´c´ idea? pie¹kna w s´wiecie
zachodnim". Dzia?ania te nie sa¹ prosta¹ krytyka¹ któregokolwiek
ze s´wiatów. „Islamizuja¹c” zachodnia¹ kulture¹ masowa¹
Entekhabi ujawnia przewrotne podejs´cie do kwestii spojrzenia i rewiduje
idee wolnos´ci przekazu i cenzury. Podczas gdy przepisy islamu chronia¹
cia?o kobiety przed me¹skim spojrzeniem, Zachód odzwierciedla te¹ praktyke¹
przez inwersje¹. W istocie praktyki te maja¹ wiele wspólnego –
obie homogenizuja¹, obie maja¹ charakter opresywny. Mozna zaryzykowac´
stwierdzenie, ze w zachodnim spo?eczen´stwie obowia¹zuje zasada równie
rygorystyczna jak zasada hidzabu – wymóg bycia atrakcyjnym, zadbanym,
bycia „w formie”. Aby podporza¹dkowac´ sie¹ tym wymogom nie
wystarczy kawa?ek materia?u – kszta?towanie cia?a wymaga znacznie bardziej
z?ozonych zabiegów – pocza¹wszy od dietetycznych wyrzeczen´,
az po nóz chirurga plastycznego. W Him and Her komentarz do kwestii
bycia widzianym i mozliwos´ci widzenia poszerza swój kra¹g tematyczny
- bia?e worki na g?owach me¹skich modeli przypominaja¹ o amerykan´skiej
praktyce izolowania wie¹z´niów od ich s´rodowiska czy „zabawach”
z irakijskimi zak?adnikami.
Wygwizdani konkwistadorzy
Odpowiedzia¹ Entekhabiego na orientalizacje¹ jest równiez
próba okcydentalizacji bogatego bia?ego Zachodu. White Trash video ukazuja¹cy
inwazje¹ turystów z pó?nocnej Europy na popularna¹ miejscowos´c´
wypoczynkowa¹ Lanzarote to akumulacja fotografii oty?ych, bladych i z´le
ubranych ludzi. W tle z muzyka¹ mieszaja¹ sie¹ odg?osy gwizdów. Wyspy
Kanaryjskie to równiez t?o wideoistalacji OFF SHORE. Obserwujemy (tym
razem z pewnego dystansu) przechadzaja¹cych sie¹ brzegiem morza opalonych, zrelaksowanych
plazowiczów. Ska¹panego w s?on´cu pejzazu nie zak?óca
zaden incydent. W interakcjach turystów nie dostrzegamy nic niepokoja¹cego.
Idylliczny obraz zak?ócaja¹ jedynie dane pojawiaja¹ce sie¹ na czarnym
passe-partout barwnego krajobrazu. Tekst w linii – podobny do tego, który
widzimy w telewizyjnych programach informacyjnych - donosi o ofiarach nieznanej
tozsamos´ci znalezionych na wybrzezu. Niekiedy informacje okres´laja¹
ich narodowos´c´: Ghana, Senegal, Sierra Leone, Maroko, Mali. Przed
naszymi oczami przesuwaja¹ sie¹ daty i nazwy miejsc, gdzie znaleziono cia?a.
Te „suche fakty” us´wiadamiaja¹ / przypominaja¹ nam, ze podczas
gdy wyspy odwiedza co roku 4 miliony turystów z pó?nocnej Europy,
przybysze dostaja¹ sie¹ tu równiez z innej cze¹s´ci s´wiata.
Przybyszów rózni cel i s´rodki transportu. W poszukiwaniu
pracy wyprawiaja¹ sie¹ w niebezpieczna¹ podróz z atlantyckich wybrzezy
Maroka. Z narazeniem zycia przebywaja¹ 160 km dziela¹ce ich od „raju”
na ?odziach, tratwach lub w dokach bagazowych. Wielu z nich nie dociera do
miejsca przeznaczenia. Ci, którym sie¹ uda?o podejmuja¹ zmudne starania
o status emigranta, co nie zawsze kon´czy sie¹ sukcesem.
Czy sam Entekhabi odczuwa przynaleznos´c´ do któregokolwiek
z prezentowanych przez siebie s´wiatów? „Moje ‹ja›
dzieli sie¹ na dwie osoby – wyznaje artysta – Jedna z nich jest
w pe?ni zintegrowana i zaangazowana w zycie codzienne. Druga zawsze przychodzi
troche¹ za póz´no – stoi przed zamknie¹tymi drzwiami, gubi
sie¹". W filmie i? (2004) chociaz Entekhabi jest rozpoznawalny w obu swoich
rolach, twarz jego alter ego jest cze¹s´ciowo odwrócona lub ukryta
w cieniu. Obserwujemy jak jedna z osób stara sie¹ uciec od drugiej, zgubic´
„inne ja”. Nadaremnie. Tak jak ponowoczesny tubylec nie moze obejs´c´
sie¹ bez obcego – swojego alter ego – tak i jaz´ni trudno
sie¹ bez niego obejs´c´.
Elzbieta Wiacek
[11.01.2007]
[ dr. Elzbieta Wiacek Specjalnosci: filmoznawstwo, 11.01.2007]
\